foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

 

Wspomnienia prof. Stanisława Bieszczada

Byłem uczniem liceum ogólnokształcącego w Ropczycach.

Brzeziny, podobnie jak i wsie sąsiednie, mocno ucierpiały na skutek działań wojennych między armią radziecką i niemiecką. Walki pozycyjne trwały tutaj od końca lipca 1944 do połowy stycznia 1945. Ludność całych prawie Brzezin podlegała przymusowej ewakuacji ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców. Moja rodzina ewakuowała się na Konice koło Wielopola. Razem z naszą rodziną ewakuował się nasz najbliższy sąsiad, wujek Wojciech Raś wraz ze swoją matką. Na początku działań wojennych zginął mój ojciec (13.08.1944), \Vojciech Bieszczad rażony śmiertelnie odłamkiem szrapnela. Ojciec osierocił żonę i sześcioro dzieci, ja najstarszy,  miałem 18 lat, a najmłodsze dziecko, Stefan zaledwie 4 lata. Przez cały okres trwania frontu przemieszkałem w domu, a raczej w stajni, dzięki życzliwości kwaterujących u nas żołnierzy, najczęściej podoficerów i oficerów. Miałem więc możliwość omłócenia cepami trochę żyta i pszenicy. Ziarno wywoziłem na naszą kwaterę na Konicach. W polu udało się ukradkiem zorać kawał pola na skibę i zasiać trochę żyta i pszenicy. Już w 1945 roku mieliśmy trochę własnego zboża z jesiennych zasiewów 1944. Zapasy ściągnięte z Konic zapewniły nam własny chleb do nowych zbiorów w 1945 roku. Miałem parę własnych koni, trzymałem je na wysiedleniu bo ciągle się bałem, że żołnierze radzieccy zabiorą mi te konie lub zamienią za zdychające szkapy. To wszystko kosztowało mnie dużo pracy i zdrowia.

Po powrocie całej rodziny z wysiedlenia doprowadziliśmy gospodarstwo do porządku (sierpień 1945). Zostały wykonane konieczne remonty, zrobione  zapasy opału na zimę. Czekały nas tylko wykopki i jesienne zasiewy zbóż. Tutaj ja i moja rodzina mieliśmy nielada  problem do rozwiązania. Jeszcze przed wojną jako uczeń piątej klasy szkoły powszechnej podjąłem decyzję, że kończę szkołę i idę „w świat”,  gdyż naszego gospodarstwa nie można dalej dzielić, bo nie zapewniało by przeżycia na kilku zagonach mojego rodzeństwa. Przypomniałem to Mamie, Tadkowi i Marysi i poprosiłem ich, aby zgodzili się żebym zapisał się do liceum w Ropczycach, które już funkcjonowało jeden rok szkolny (1944/45).

Moja droga do liceum wiodła poprzez ukończenie 7 -klasowej szkoły powszechnej w Brzezinach (1939/40), naukę w konspiracji na tajnych kompletach przez kolejne cztery zimy - październik do marca - (1940-1944), egzaminem komisyjnym z czterech klas gimnazjum ogólnokształcącego (tzw. mała matura) w kwietniu 1944. Tajne nauczanie w Brzezinach było pod opieką Armii Krajowej (AK), więc nic dziwnego, że po ukończeniu szesnastego roku życia, zaprzysiężono mnie jako żołnierza tej organizacji wojskowej.

 

Otrzymałem podstawowe przeszkolenie wojskowe, a później brałem czynny udział w niektórych akcjach wojskowych AK. Np. zabezpieczaniu zrzutu broni w nocy 31 maja na 1 czerwca 1944 na płaskowyż między Małą, a Niedźwiadą, drukowaniu na powielaczu skrzynkowym organu AK "Na Posterunku" w okresie od Wielkanocy 1944 do lipca tegoż roku. Jako czynny drukarz złożyłem specjalną przysięgę o tajemnicach tej placówki. Moimi kolegami z trójki konspiracyjnej byli Franciszek Warchoł i Edward Sokołowski. Lekcje odbywały sie dwa razy w tygodniu i trwały 2-3 godzin. Naszymi nauczycielami byli polonista mgr Stanisław Lachman - historia, język polski, niemiecki i łaciński; mgr Maria Lachman - nauki przyrodnicze; ks. Władysław Zając - religia. Mając 19 lat i takie doświadczenie życiowe, stałem sie uczniem klasy dwusemestralnej . Dwusemestralność polegała na tym, że w ciągu jednego roku szkolnego 1945/46, przerobiliśmy materiał z dwóch klas licealnych i na początku lipca 1946 uzyskaliśmy świadectwa dojrzałości i skok w samodzielne i dorosłe życie. Klasa była pomyślana dla osób przerośniętych wiekiem jak Eugeniusz Wójcik, 26 lat żonaty i dzieciaty, Włodzimierz Buteiski, Jan Stachnik, Genowefa Wojnarowska i jeszcze inni. W ropczyckim liceum istniała równolegle do naszej klasa normalna druga licealna. Liczyła ona dwanaście osób. Maturę zdawaliśmy w jednym terminie.

Nauczycielami naszej klasy byli:

- mgr Ryszard Christoff, dyrektor szkoły, biolog. Mieliśmy z nim dwie albo trzy lekcje biologii gdyż dyrektor był niewolnikiem bieżącej chwili, naprawdę żył tylko sprawami szkoły. Pamiętajmy, że działania wojenne na tych terenach zakończyły się zaledwie 20 miesięcy temu.

- mgr Maria Lachman, geograf z wykształcenia, uczyła języka polskiego.

Zakochała się w literaturze polskiej dzięki bratu poloniście. Zachwycała się niektórymi okresami literatury polskiej np. romantyzmem. Starała się zaszczepić młodzieży szacunek dla kultury polskiej. Zorganizowała wyjazd licealistów do Rzeszowa na Balladynę Słowackiego. Dla nas było to wielkie wydarzenie kulturalne. W moim umyśle i sercu pozostało niezatarte wrażenie. Pierwszy raz w życiu byłem w prawdziwym teatrze, widziałem prawdziwych aktorów w teatralnych strojach, wszystko przy świetle elektrycznym.

- mgr Maria Waydowska, uczyła nas historii. Robiła wszystko, żebyśmy dobrze poznali ojczyste dzieje, a tymczasem godzin lekcyjnych było mało, podręczników jeszcze mniej, bardzo ubolewała z tego powodu.

 

- prof. Władysław Szwed, wielki znawca i miłośnik kultury greckiej i rzymskiej, uczył nas łaciny. Nie znaliśmy tyle tego języka co jego licealiści z przed wojny, trochę za dużo od nas wymagał i czasem w różny sposób nam dokuczał np. "Kup sobie pelikana, a nie pisz tym kołkiem!". Była to aluzja do pióra wiecznego ze szklaną stalówką, prawdą było, że niektóre szklane stalówki to były prawdziwe drapaki. Słabe wynagrodzenie nauczycielskie powodowało, że niektórzy szukali dodatkowych źródeł dochodu i tak kierownikiem naszego internatu został prof. Szwed. W internacie mieszkało 30-40 licealistów z trzech liceów: mechanicznego, ogrodniczego· i gościnnie ogólnokształcącego. Nie pamiętam o co i kiedy rozpoczęły się nieporozumienia między profesorem a młodzieżą. Dlatego młodzież robiła profesorowi nieprzyjemne kawały, np. karbidówka w pokoju profesora szalała, kopciła, parskała lub paliła się wysokim płomieniem i tylko niektórzy licealiści umieli ją poskromić (oczywiście ci którzy ją przygotowali). Inny kawał, zamek w drzwiach z pokoju profesora na korytarz, napełniono małymi gwoździkami i nie można było wyjść z pokoju, ani sie do niego dostać. Profesor przez drzwi poprosił licealistów z mechanicznego aby coś zrobili, żeby naprawili zamek. Licealiści poszli do swoich mechaników na warsztaty, wtajemniczyli ich o co chodzi, mechanicy przyszli, zamek wykręcili, gwoździki dyskretnie wysypali, a profesorowi powiedzieli, ze zepsuł się zamek. W końcu profesor Szwed zrezygnował z kierownictwa internatu. Na jego miejsce przyszedł Mieczysław Regner, który młodzież wziął krótko i wszystko wróciło do normy. Później po latach dowiedziałem się, że Regner był oficerem AK.

- Stanisław Viscardi, nauczyciel matematyki i fizyki, miał pełną wiedzę w zakresie tych przedmiotów na poziomie szkoły średniej. Był dobrym wykładowcą, dowcipny i lubiany przez młodzież.

- mgr Jadwiga Bieszczad, była nauczycielką języka niemieckiego, nazwisko jak moje, ale nie była moją krewną.

- Nauczycielem śpiewu był Kazimierz Grodecki, prowadził również chór szkolny, lubiłem śpiewać, ale mam kiepski słuch muzyczny i bezwiednie nieraz fałszowałem. Pan Grodecki odpowiednim ruchem smyczka wyłączał mnie, a potem pozwalał mi śpiewać dalej.

- Wykładowcą propedeutyki filozofii etyki był ksiądz Michał Siewierski, zawsze dobrze przygotowany do wykładu, których z pożytkiem i przyjemnością słuchało się. Zawsze skupiony, poważny, lekko uśmiechnięty i nie zdarzyło się żeby robił nam jakieś wymówki lub prawił nam morały. Bardzo kochał młodzież i zawsze działał dla jej dobra.

Nasi profesorowie pracowali z pełnym oddaniem, podobnie pracowała młodzież. Później po latach okazało się, że z 22 osób 10 ukończyło studia wyższe, 4 osoby poprzestały na maturze, o losach 8 osób nie mam wiarygodnych wiadomości.

 

Jak wspomniałem mieszkałem w internacie ks. Zwierza i tutaj otrzymywaliśmy całodzienne wyżywienie. Trzeba było tylko dostarczyć co miesiąc odpowiednią ilość ziemniaków, mąki, fasoli, grochu, kaszy i tłuszczu. Chleb trzeba było mieć swój własny. Dlatego młodzież ze wsi udawała się w każdą sobotę wieczorem do domu aby przynieść sobie bochen chleba i jakiegoś tłuszczu i kawał  placka domowego jeśli takowy był. Pamiętam, że na wiosnę 1945 nastąpił jakiś kryzys w dostarczaniu produktów do kuchni i przez kilka tygodni dostawaliśmy na obiad czerwony barszcz z buraków ćwikłowych i bób. Później obiady nieco polepszyły się. Jak pamiętam, życie koleżeńskie i towarzyskie zarówno w internacie jak i w szkole było dobre i życzliwe. Młodzież dużo pomagała sobie wzajemnie. Zarówno w nauce jak i w codziennych kłopotach. Wszyscy uczyli się dużo i wytrwale, panował głód wiedzy i wielka chęć zaspokojenia go. Książki pożyczano sobie nieraz tylko na 2-3 godziny. Dzięki wysiłkowi kadry nauczycielskiej i młodzieży społeczeństwo uzyskało kilkanaście wykształconych osób, których po wojnie było naprawdę mało.

A co było po maturze? Ukończyłem wyższe studia rolnicze we

Wrocławiu i poświęciłem się pracy naukowej. Doktorat, habilitacja i od 1979 roku profesura. Przez pierwsze dziesięć lat pracy na uczelni, zajmowałem się chemicznym zwalczaniem chwastów na łąkach i pastwiskach. A następnie przez trzydzieści lat  moją domeną badań i dydaktyki była ekologia rolnicza oraz wpływ emisji przemysłowych na plony i jakość roślin uprawnych.

Stanisław  Bieszczad

 

Krótka historia dwóch klas maturalnych w roku szkolnym 1945 – 1946

Profesor Ryszard Christoff wraz z kilkoma mieszkańcami miasta, w styczniu 1945r przystąpili do reaktywowania byłego Koedukacyjnego Gimnazjum i Liceum w Ropczycach. Przedwojenny budynek szkolny został bardzo zniszczony w wyniku działań wojennych w drugiej połowie 1944r. Nie było drzwi, okien, podłóg, sanitariatów itp. Dzięki energicznym działaniom dyrektora szkoły, prof. R. Christoffa, a także pomocy władz publicznych i politycznych, udało się przeprowadzić niezbędny remont i od 1 marca udało się przyjąć 12 osób do I klasy liceum ogólnokształcącego, którzy do końca czerwca opanowali materiał nauczania. Ta sama młodzież w roku szkolnym 1945 – 1946, ukończyła II klasę licealną i zdała egzamin dojrzałości w lipcu 1946.

Zdjęcie zbiorowe (Fot. 1) pt. Pierwsi Abiturienci Państwowego Liceum w Ropczycach w roku szkolnym 1945-1946. Grono nauczycielskie, od lewej: Żaki Stanisław, Waydowska Maria, Szwed Władysław, Bieszczad Jadwiga, Chistoff Ryszard (dyrektor szkoły), Lachman Maria, Viscardi Stanisław, Pszeniczna Michalina, Grodecki Kazimierz; poniżej: NN, Ks. Siewierski Michał, NN. Bardzo proszę uzupełnić nazwiska osób mi nieznanych.

Uczniowie klasy maturalnej (całorocznej) figurują pod numerami 41-52, a poniżej podana jest imienna lista (Tab.1) osób z odpowiadającymi numerami, więc łatwa jest ich identyfikacja.

Tab. 1 Uczniowie klasy maturalnej (całorocznej).

41.

Bobulski Edward

42.

Dobrowolska Helena

43.

Dydo Irena

44.

Dziarski Tadeusz

45.

Kolbusz Maria

46.

Przywara Jakub

47.

Przywara Stanisław

48.

Rogoziewicz Józef

49.

Skarbek Antoni

50

Święch Maria

51.

Szot Mieczysława

52.

Wojtarowicz Zbigniew

Na tym zdjęciu są również uwidocznione fotografie uczniów klasy 2 semestralnej (liceum 2-semestranego), którzy w lipcu 1946r. uzyskali świadectwo dojrzałości i których nazwiska umieszczone są w Tab.2.

Tab. 2 Uczniowie liceum 2-semestralnego (klasy 2-semestralnej).

1.

Baran Józef

12.

Sokołowski Edward

2.

Bączyńska Halina

13.

Stachnik Jan

3.

Bieszczad Stanisław

14.

Święch Marian

4.

Butelski Włodzimierz

15.

Warchoł Franciszek

5.

Kopyto Władysława

16.

Wodziński Józef

6.

Maroń Kazimierz

17.

Wojnarowski Franciszek

7.

Niwa Marian

18.

Wojnarowska Genowefa

8.

Rogala Maria

19.

Wojnarowska Izabela

9.

Sikora Zofia

20.

Wójcik Eugeniusz

10.

Skóra Stanisław

21.

Wysiatycki Kazimierz

11.

Szczepanek Józef

22.

Żaki Danuta

Zdjęcie zbiorowe (Fot. 2) uczniów klas maturalnych z roku szkolnego 1945-1946. W dolnym rzędzie, siedzą, od lewej, grono nauczycielskie: Szwed Władysław, Lachman Maria, Ks. Siewierski Michał, Bieszczad Jadwiga, Pszeniczna Michalina, Waydowska Maria, Viscardi Stanisław.

Pierwszy rząd uczniów, od lewej: Kolbusz Maria, Wojnarowski Franciszek, Żaki Danuta, Wojnarowska Genowefa, Bączyńska Halina, Wojnarowska Izabela, Butelski Włodzimierz, Baran Józef.

Pozostali, od lewej: Warchoł Franciszek, Wojtarowicz Zbigniew, Skóra Stanisław, Święch Marian, Maroń Kazimierz, Święch Maria, Wodziński Józef, Szczepanek Józef, Szot Mieczysława, Przywara Jakub, Rogala Maria, Dydo Irena, Bieszczad Stanisław, Dziarski Tadeusz.

Na tym zdjęciu znajduje się 14 osób z klasy 2 semestralnej i 8 osób z klasy całorocznej.

Wrocław, styczeń 2015

Stanisław Bieszczad

 

.

 

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
Data : 13 kwiecień 2017
14
Data : 14 kwiecień 2017
15
Data : 15 kwiecień 2017
16
Data : 16 kwiecień 2017
17
Data : 17 kwiecień 2017
18
Data : 18 kwiecień 2017
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Gościmy

Odwiedza nas 65 gości oraz 0 użytkowników.

Współpraca z uczelniami